Przejdź do głównej zawartości

Moje korzenie, czyli... superkonkurs

Majówka przed nami, czyli częściej będziemy przebywać w gronie rodzinnym. Regionaliści z Warmii i Mazur zachęcają więc do wykorzystania tego czasu i wzięcia udziału w fajnej zabawie. Do 15 maja można bowiem przygotować i wysłać do naszej biblioteki pracę konkursową. Na najlepsze czekają TABLETY i APARATY fotograficzne. W konkursie mogą brać udział gimnazjaliści i uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, ale może to być ciekawe i integrujące doświadczenie dla wszystkich członków rodziny.


CO NALEŻY ZROBIĆ?
Zabawa polega na tym, aby przedstawić w ciekawy sposób skąd pochodzi Twoja rodzina, dlaczego dziś jesteście mieszkańcami Warmii i Mazur. Może to być np. opis wyjątkowego zwyczaju rodzinnego przekazywanego od lat, albo ciekawa opowieść jednego z seniorów rodu, lub też historia jednej lub kilku najciekawszych lub najcenniejszych pamiątek rodzinnych, także dawnych fotografii.
W tym celu można:
 - napisać tekst w dokumencie tekstowym, albo
- nagrać filmik (telefonem komórkowym lub innym narzędziem), albo
- zrobić prezentację w Power Poincie (lub innym programem do prezentacji multimedialnych), albo
- zarejestrować nagranie dźwiękowe,
albo połączyć dowolnie te techniki i wszystkich totalnie zaskoczyć. Ważne jednak żeby POKAZAĆ, JAKIE SĄ TWOJE KORZENIE.
Tekst nie powinien być dłuższy niż 4 strony, a nagrania nie dłuższe niż 15 minut. 

Pracę konkursową w wersji elektronicznej wystarczy zapisać na nośniku CD i przesłać na adres Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie.

Koniecznie zajrzyjcie na stronę www.wbp.olsztyn.pl/korzenie/ po więcej informacji.

Komentarze

  1. Super pomysł! Zróbcie później stronkę prezentującą prace :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki mamy zamiar. Dziękujemy za komentarz i pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda ze konkurs tylko dla gimbusow i uczniakow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doszły do nas słuchy, że spora grupa dorosłych też chętnie wzięłaby udział w takiej zabawie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, zatem jeśli wszystko przebiegnie sprawnie pomyślimy o konkursie dla innych grup wiekowych. Tymczasem prosimy o zachęcanie młodzieży. Jest jeszcze trochę czasu. Pozdrawiamy

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Faworki czy chrust?

Zapytano mnie ostatnio czy na Warmii jadano faworki czy chrust. Sądząc z zachowanych opisów etnograficznych częściej spotykaną nazwą są faworki. Samo słowo ma ciekawą etymologię. W języku angielskim favor oznacza łaskę, przychylność (co z kolei nasuwa skojarzenia z zabieganiem w okresie zapustnym na Warmii o pomyślność w przyszłorocznych plonach). W języku francuskim faveur ma dodatkowe znaczenie – odnosi się do wąskiej wstążki. Chrust do słowo polskie i odnosi się do suchych gałązek albo gęstych zarośli. Wyraźnie tłumaczy to istotę słodkich chruścików. Ponieważ jednak badań językoznawczych na ten temat na Warmii nikt nie zrobił, kwestia faworki czy chruściki pozostanie jak na razie nierozstrzygnięta. Tymczasem jedno jest pewne - słodkie, smażone wyroby w kształcie zawiniętego ciasta, podobnie jak pączki, tradycyjnie robiono w czasie ostatków i kojarzą się nam dzisiaj z Tłustym Czwartkiem. W mojej rodzinie (trzecie pokolenie na Warmii) nazywaliśmy je po prostu chruścikami, choć r...

Kurpiowsko-mazurskie fafernuchy

W kilku książkach o tradycjach kulinarnych Warmii i Mazur znalazłam informacje o fafernuchach – niemożliwie twardych ciastkach w charakterystycznym kształcie kopytek, będących świetnym dodatkiem do… wódki. Kurpiowsko-mazurskie łakocie Jednym tchem wymienia się je z innymi daniami o dziwnych nazwach jak dzyndzałki, farszynki czy karmuszka. Nie świadczy to jednak o tym, że owe fafernuchy wyszły z kuchni dawnych Warmiaków albo Mazurów. Jak się przekonałam, nadal współczesnym mieszkańcom naszego województwa pozostają dość obce. Słusznie natomiast łączy się je z Kurpiami i ich dziedzictwem kulinarnym. Ciekawie na ich temat pisze autor bloga Weganon. Warto jednak tylko zastanowić się czy faktycznie ciacha przywędrowały z Mazur na Mazowsze, czy może odwrotnie. Biorąc pod uwagę skąd pochodzą sami Mazurzy, kierunek przenikania się kultur może być zaskakujący i nieoczywisty.  Pieprzowe ciasteczka Sama nazwa tych „pogryzajek” pochodząca z niemieckiego „pfefferkuchen” może też...

Sekretne życie zwierząt, czyli z wizytą w Kosewie Górnym

  Jeśli lubicie wypoczywać na łonie natury, mam dla was propozycję na weekend: rodzinną wycieczkę do Kosewa Górnego na fermę jeleniowatych, która działa w ramach Stacji Badawczej Instytutu Parazytologii Polskiej Akademii Nauk. Oprócz działalności naukowej stacja realizuje również misję edukacyjną, organizując spacery z przewodnikiem po wybiegach dla zwierząt oraz wydając publikacje. Zwiedzający mogą oglądać w warunkach zbliżonych do naturalnych trzy gatunki jeleniowatych: jelenie szlachetne, azjatyckie jelenie sika oraz daniele. Przewodnicy, którymi są pracownicy stacji, opowiadają wiele ciekawych szczegółów z życia swoich podopiecznych i chętnie odpowiadają na wszelkie pytania zwiedzających, prostując przy tym wiele mylnych wyobrażeń laików. Największą atrakcją, zwłaszcza dla najmłodszych uczestników spacerów, są spotkania z oswojonymi osobnikami, które – wychowane przez pracowników stacji – nie boją się ludzi i chętnie do nich podchodzą. Podczas mojego pobytu na fermie przez wi...