Przejdź do głównej zawartości

Posty

Olsztyńskie sgraffita

Bardzo modna ostatnio idea uważnego życia skierowała naszą uwagę na otoczenie, w którym żyjemy, na przykład na krajobrazy naszego miasta. Wzrosło zainteresowane elementami wyposażenia przestrzeni publicznej. Tak więc mieszkańcom Olsztyna nie powinny umykać nasze miejskie obrazy, sgraffita. Sgraffito (wł. graffiare - ryć, drapać) – technika dekoracyjna malarstwa ściennego […] polegała na nakładaniu kolejnych, kolorowych warstw tynku lub kolorowych glin i na zeskrobywaniu fragmentów warstw wierzchnich w czasie, kiedy jeszcze one nie zaschły (nie utwardziły się). Poprzez odsłanianie warstw wcześniej nałożonych powstaje dwu- lub wielobarwny wzór[1]. Technika wywodzi się z renesansowych Włoch, rozpowszechniona w Europie XV-XVII wieku, ponownie stosowana w XIX wieku. W Olsztynie zachowały się jeszcze przedwojenne sgraffita na elewacjach budynków koszarowych wybudowanych przy al. Warszawskiej w latach 1937-1939. Są to ornamenty roślinne i figuralne. Metoda została ponownie rozpowszechni...

Jak to jest zostać pisarzem...

Uwaga: to będzie niezwykle osobisty wpis - w pierwszej osobie z odniesieniami do biografii piszącego oraz z - być może - dyskusyjnymi przemyśleniami. Takich na blogu regionalnym do tej pory chyba nie było. Ale gdzie ma się człowiek z Pracowni Regionalnej wypisać, jak nie na na blogu Pracowni?... W większości wywiadów, które czytałam - a w których padło to wiekopomne pytanie - pisarz, poeta, czy inny człowiek słowa, wiedział, po stokroć wiedział, że kiedyś będzie pisał książki. Wiedział zgoła od urodzenia, od wczesnego dzieciństwa, czy odkąd tylko poznał litery. Wtedy też już wiedział, że może nie robić w życiu wielu rzeczy, ale pisał to będzie NA PEWNO! Bo to zawsze był jego los, przeznaczenie i podstawowa pasja. I wiedział o tym każdy z jego rodziny, jego wszyscy nauczyciele oraz większość znajomych. A ja nie wiedziałam. Bo co innego jest umieć pisać - oczywiście w sensie literackim (jak to brzmi) - a co innego chcieć i musieć pisać. Bo niektórzy muszą, inaczej się ud...

Skarb pod jemiołą

Mówią: święta, święta i po świętach. W bibliotece też zdjęto dekoracje i zniknęła choinka. Ale chcę się z Wami podzielić pewną poświąteczną refleksją, a właściwie odkryciem. Odkryciem literackim i etnograficznym, naturalnie dotyczącym naszego regionu.Chodzi o Viscum Album L. czyli jemiołę pospolitą, niepozorną krzewinkę, która rośnie sobie wysoko na drzewach (głównie liściastych) wiodąc spokojne życie niesławnego półpasożyta. Widać ją z daleka, bo jej gałązki zwieszają się niczym malownicze kule, które tak chętne wieszamy w święta pod sufitem. No właśnie! Tylko po co? I czy zawsze tak było? Weiße Mistel, Rys. Franz Eugen Köhler, Köhler's Medizinal-Pflanzen , 1897 Jeszcze 20 lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy, aby wdrapywać się na topolę lub brzozę, żeby ścinać gałęzie jemioły, aby móc się pod nią bezkarnie całować. Owszem, białe owocki wyglądają uroczo, ale to przecież tylko pokarm dla ptaków. Już w szkole uczono, że to jemiołuszka ( Bombycilla garrulus L. ) zjadaj...

Polska i Timbuktu, czyli małe apokalipsy książek

Gdy bibliotekarz widzi książkę o tytule "Hardcorowi bibliotekarze z Timbuktu" J. Hammera, natychmiast budzą się w nim pytania, co też może znaczyć określenie "hardcorowi" w odniesieniu do bibliotekarzy?! Że są tacy rzutcy w zdobywaniu lub wypożyczaniu książek? Że są kreatywni i pracują przy milionie projektów? Że są aktywni i kochają sport jeszcze bardziej niż odjazdowi bibliotekarze z Warmii i Mazur? Nic z tych rzeczy. Ale najpierw mała dygresja... Podczas studiów z bibliotekoznawstwa przedmiot "Historia książki" dostarczał nam, studentom, naprawdę wielu informacji - ale różnych: ważnych, intrygujących, potrzebnych, zabawnych, czasem trochę nudnych. Największe wrażenie jednak zrobiły na nas zajęcia, gdy pojawił się przed nami obraz urny ze spopielonymi książkami...  Podczas małej apokalipsy polskiego piśmiennictwa, jaka rozegrała się w czasie II wojny światowej, straciliśmy większość dorobku naszej kultury pisanej. W samej Bibliotece Ordynacji Krasiń...

Dżs-y – zebrać, ogarnąć, udostępnić… czyli krótkie i radosne wspomnienie poszkoleniowe

Pierwsza w historii WBP w Olsztynie tura szkoleń z opieki nad zbiorami dokumentów życia społecznego (tura jesienna, bo kto wie, co przed nami) została oficjalnie zakończona. Wszyscy wiedzą, że szkolący przenigdy w świecie nie powinien mówić post factum : “Było świetnie i bardzo mi się podobało! To było fantastyczne szkolenie!”, bo to już nawet nie jest strzał w stopę, tylko w głowę. Wszak tak powinni powiedzieć uczestnicy... Ale – po pierwsze - jak zmusić uczestników, żeby napisali na blogu Pracowni, że było świetnie i się podobało?! A po drugie, czy szkolący w ogóle nie na prawa nic powiedzieć?... To by było zbyt smutne – więc szkolący mówi: “To było świetne szkolenie, bo uczestnicy byli fantastyczni!”. Do tego szkolący zapewnia, że próbował z wszystkich sił przekazać kilka sprawdzonych sposobów na ogarnięcie żywiołu, jakim są dżs-y, przyznając jednocześnie, że – mimo iż walczy z tym żywiołem już od 11 lat i jakieś tam doświadczenie posiada – wciąż się uczy, zatem kolejne szkol...