Przejdź do głównej zawartości

Wigilijny Raj

Wigilia Bożego Narodzenia według Kalendarza Świąt Nietypowych to nie tylko przeddzień Godów, ale również Dzień Raju. Idea bardzo słuszna, często przecież właśnie wigilia  kojarzy się nam (nawet jeśli obecnie nie wszystko układa się w życiu „na świątecznie”) z dzieciństwem, z ciepłem, z niespodziankami, innymi słowy – z jakimś prywatnym małym rajem. Na wigilię się czeka mimo i ponad wszystko. A sam raj? Choć ilu ludzi, tyle rajów, to w naszej świadomości funkcjonują również raje uniwersalne, albo te powszechnie znane. Jak na przykład Eden, raj biblijnego początku wszystkich ludzi (oraz zwierząt) i zarazem pierwszego człowieka. I tu może nasunąć się na myśl jeden z zabytków regionalnych… 
W drewnianym kościele w Rychnowie, wspaniałej budowli powstałej w 1714 r., można obejrzeć wiele artystycznych cudów: ołtarz (1517) wykonany przez jednego ze średniowiecznych mistrzów z kręgu Lukasa Cranacha oraz liczne, zachwycające wyrafinowaną prostotą, polichromie. Na jednym z malowideł – wielkim obrazie nad głowami wiernych – anonimowy artysta przedstawił Raj: dwoje niewinnych uśmiechniętych ludzi, rozleniwione i najedzone zwierzęta, również te, które (podobno) nie istnieją, oraz bujne, kwitnące i owocujące równocześnie rośliny. Scena zbudowana jest koncentrycznie i symetrycznie jednocześnie: tworzą ją dwie wysokie postacie ludzkie przy smukłym drzewie obsypanym owocami, czyli oczywiście Adam i Ewa upozowani przy słynnej jabłoni. 
Po lewej smagły i długowłosy mężczyzna w towarzystwie lwa, byka oraz słonia, po prawej blada, choć rumiana, Ewa, szatynka o bujnych lokach, z towarzyszącymi jej koniem, królikiem, pawiem i… śnieżnym jednorożcem. Wokół nich szaleją ptaki – na skrzydłach i wśród gałęzi pełnych rajskich jabłek. Przy odrobinie wyobraźni można w upierzonych sylwetkach rozpoznać kształty wymarłych archeopteryksów i pterodaktyli, które w raju żywiły się oczywiście owocami i światłem, jak wszystko, co tamtejsze. 
Można by podejść do tego obrazu tradycyjnie i porozważać barokowe symbole ukryte pod figurami zwierząt: że lew to siła i brawura, a paw piękno i próżność, i tacy też byli pierwsi ludzie, ale w dzień wigilii to by wszystko zepsuło. Niech choć raz będzie to prostu urokliwa wizja doskonałego współżycia wszystkiego i wszystkich w jednym miejscu, pełnym kolorów i ciepła. Prawdziwe Święta.
Wszystkie fot.: AR (sierpień 2019)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Faworki czy chrust?

Zapytano mnie ostatnio czy na Warmii jadano faworki czy chrust. Sądząc z zachowanych opisów etnograficznych częściej spotykaną nazwą są faworki. Samo słowo ma ciekawą etymologię. W języku angielskim favor oznacza łaskę, przychylność (co z kolei nasuwa skojarzenia z zabieganiem w okresie zapustnym na Warmii o pomyślność w przyszłorocznych plonach). W języku francuskim faveur ma dodatkowe znaczenie – odnosi się do wąskiej wstążki. Chrust do słowo polskie i odnosi się do suchych gałązek albo gęstych zarośli. Wyraźnie tłumaczy to istotę słodkich chruścików. Ponieważ jednak badań językoznawczych na ten temat na Warmii nikt nie zrobił, kwestia faworki czy chruściki pozostanie jak na razie nierozstrzygnięta. Tymczasem jedno jest pewne - słodkie, smażone wyroby w kształcie zawiniętego ciasta, podobnie jak pączki, tradycyjnie robiono w czasie ostatków i kojarzą się nam dzisiaj z Tłustym Czwartkiem. W mojej rodzinie (trzecie pokolenie na Warmii) nazywaliśmy je po prostu chruścikami, choć r...

Kurpiowsko-mazurskie fafernuchy

W kilku książkach o tradycjach kulinarnych Warmii i Mazur znalazłam informacje o fafernuchach – niemożliwie twardych ciastkach w charakterystycznym kształcie kopytek, będących świetnym dodatkiem do… wódki. Kurpiowsko-mazurskie łakocie Jednym tchem wymienia się je z innymi daniami o dziwnych nazwach jak dzyndzałki, farszynki czy karmuszka. Nie świadczy to jednak o tym, że owe fafernuchy wyszły z kuchni dawnych Warmiaków albo Mazurów. Jak się przekonałam, nadal współczesnym mieszkańcom naszego województwa pozostają dość obce. Słusznie natomiast łączy się je z Kurpiami i ich dziedzictwem kulinarnym. Ciekawie na ich temat pisze autor bloga Weganon. Warto jednak tylko zastanowić się czy faktycznie ciacha przywędrowały z Mazur na Mazowsze, czy może odwrotnie. Biorąc pod uwagę skąd pochodzą sami Mazurzy, kierunek przenikania się kultur może być zaskakujący i nieoczywisty.  Pieprzowe ciasteczka Sama nazwa tych „pogryzajek” pochodząca z niemieckiego „pfefferkuchen” może też...

Sekretne życie zwierząt, czyli z wizytą w Kosewie Górnym

  Jeśli lubicie wypoczywać na łonie natury, mam dla was propozycję na weekend: rodzinną wycieczkę do Kosewa Górnego na fermę jeleniowatych, która działa w ramach Stacji Badawczej Instytutu Parazytologii Polskiej Akademii Nauk. Oprócz działalności naukowej stacja realizuje również misję edukacyjną, organizując spacery z przewodnikiem po wybiegach dla zwierząt oraz wydając publikacje. Zwiedzający mogą oglądać w warunkach zbliżonych do naturalnych trzy gatunki jeleniowatych: jelenie szlachetne, azjatyckie jelenie sika oraz daniele. Przewodnicy, którymi są pracownicy stacji, opowiadają wiele ciekawych szczegółów z życia swoich podopiecznych i chętnie odpowiadają na wszelkie pytania zwiedzających, prostując przy tym wiele mylnych wyobrażeń laików. Największą atrakcją, zwłaszcza dla najmłodszych uczestników spacerów, są spotkania z oswojonymi osobnikami, które – wychowane przez pracowników stacji – nie boją się ludzi i chętnie do nich podchodzą. Podczas mojego pobytu na fermie przez wi...