Przejdź do głównej zawartości

Średniowiecze, renesans i barok w jednym punkcie Mazur



Barciany to obecnie niewielka wieś gminna o 16 kilometrów od Kętrzyna i o 13 od granicy kraju. Ta dość niepozorna miejscowość stanowiła kiedyś po dwakroć ważne miejsce:  była głównym grodem pruskiego plemienia Bartów oraz jednym z ważniejszych punktów obronnych Krzyżaków. Po pierwszych została nazwa (polska - Barciany, Barty, Borty, zaś niemiecka - Barten, Barthen), po drugich – zamek. Budowla imponująca mimo – nie ma co kryć - sporego zaniedbania, dość obszerna, świetnie zachowana. O niej kiedy indziej, bo warto.
Zamek pokrzyżacki w Barcianach (fot. Anna Rau, 30.08.2015)

W historii gospodarczej Barcian było kilka jasnych punktów: od 1910 r. w Barcianach działała kanalizacja miejska, mieścił się tam szpital z 12 miejscami, zaś między miejscowością a Kętrzynem, Srokowem, Gierdawami i Nordenburgiem funkcjonowało połączenie kolejowe wąskotorowe. Tyle z przeszłości… Jednak prawdziwa perełka dla przyjezdnych w Barcianach została: to miejscowy gotycki kościół - wspaniały zabytek z czerwonej cegły, w świetnym stanie, bardzo zadbany, wzniesiony na końcu XIV w. 
Kościół pw. Niepokalanego Serca NMP w Barcianach (fot. Anna Rau, 30.08.2015)
Jego centrum stanowi elegancki, nieprzeładowany detalami, ołtarz z 1643 r. (te piękne ptaki – łabędzie? flamingi? – obejmujące postaci świętych!)  oraz trochę przysłonięte - użytecznymi, ale jednak - krzesłami, stelle z XV w. 

Ołtarz głowny (fot. Anna Rau, 30.08.2015)
Aby obejrzeć szacowny dzwon z 1425 r. trzeba by wejść na wieżę. Za to barokowe organy z 1750 r. widać jak na dłoni. Oczywiście orzeł na 99% stanowi współczesny dodatek.
(fot. Anna Rau, 30.08.2015)
Obecnie każdy zwiedzający ma szczęście podejrzeć  właśnie teraz realizowaną konserwację ambony. Widowiskowo zdemontowany zabytek  jest zapewne wzmacniany i czyszczony – zwłaszcza z korników. Możliwość obejrzenia „kośćca” ambony  to prawdziwa gratka.
 
Stanowisko konserwatorskie, czyli ambona (fot. Anna Rau, 30.08.2015)
 Obok rozkawałkowanej ambony dumnie ambony pyszni się soczystymi kolorami wspaniały konfesjonał z XVIII w. , odrestaurowana pamiątka po dawnej świetności  kościoła.
Oszałamiająca ambona (fot. Anna Rau, 30.08.2015)


Wizyta w tym pięknym i klimatycznym miejscu to wielka przyjemność, tym bardziej, że  niespodziewana. Pozdrowienia dla Barcian – jednego z nieodkrytych klejnotów Mazur, miejscowości  z wspaniałą, burzliwą historią i piękną, malowniczą okolicą. Pozdrowienia tym serdeczniejsze, że to właśnie stamtąd pochodzi maskotka Olsztyna, kamienna baba pruska, ustawiona za dziedzińcu olsztyńskiego zamku, o zapomnianym imieniu Bartho. Olsztyn ma dług u Barcian - spłaćmy go częstymi odwiedzinami tej zaskakującej historią miejscowości.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Faworki czy chrust?

Zapytano mnie ostatnio czy na Warmii jadano faworki czy chrust. Sądząc z zachowanych opisów etnograficznych częściej spotykaną nazwą są faworki. Samo słowo ma ciekawą etymologię. W języku angielskim favor oznacza łaskę, przychylność (co z kolei nasuwa skojarzenia z zabieganiem w okresie zapustnym na Warmii o pomyślność w przyszłorocznych plonach). W języku francuskim faveur ma dodatkowe znaczenie – odnosi się do wąskiej wstążki. Chrust do słowo polskie i odnosi się do suchych gałązek albo gęstych zarośli. Wyraźnie tłumaczy to istotę słodkich chruścików. Ponieważ jednak badań językoznawczych na ten temat na Warmii nikt nie zrobił, kwestia faworki czy chruściki pozostanie jak na razie nierozstrzygnięta. Tymczasem jedno jest pewne - słodkie, smażone wyroby w kształcie zawiniętego ciasta, podobnie jak pączki, tradycyjnie robiono w czasie ostatków i kojarzą się nam dzisiaj z Tłustym Czwartkiem. W mojej rodzinie (trzecie pokolenie na Warmii) nazywaliśmy je po prostu chruścikami, choć r...

Kurpiowsko-mazurskie fafernuchy

W kilku książkach o tradycjach kulinarnych Warmii i Mazur znalazłam informacje o fafernuchach – niemożliwie twardych ciastkach w charakterystycznym kształcie kopytek, będących świetnym dodatkiem do… wódki. Kurpiowsko-mazurskie łakocie Jednym tchem wymienia się je z innymi daniami o dziwnych nazwach jak dzyndzałki, farszynki czy karmuszka. Nie świadczy to jednak o tym, że owe fafernuchy wyszły z kuchni dawnych Warmiaków albo Mazurów. Jak się przekonałam, nadal współczesnym mieszkańcom naszego województwa pozostają dość obce. Słusznie natomiast łączy się je z Kurpiami i ich dziedzictwem kulinarnym. Ciekawie na ich temat pisze autor bloga Weganon. Warto jednak tylko zastanowić się czy faktycznie ciacha przywędrowały z Mazur na Mazowsze, czy może odwrotnie. Biorąc pod uwagę skąd pochodzą sami Mazurzy, kierunek przenikania się kultur może być zaskakujący i nieoczywisty.  Pieprzowe ciasteczka Sama nazwa tych „pogryzajek” pochodząca z niemieckiego „pfefferkuchen” może też...

Sekretne życie zwierząt, czyli z wizytą w Kosewie Górnym

  Jeśli lubicie wypoczywać na łonie natury, mam dla was propozycję na weekend: rodzinną wycieczkę do Kosewa Górnego na fermę jeleniowatych, która działa w ramach Stacji Badawczej Instytutu Parazytologii Polskiej Akademii Nauk. Oprócz działalności naukowej stacja realizuje również misję edukacyjną, organizując spacery z przewodnikiem po wybiegach dla zwierząt oraz wydając publikacje. Zwiedzający mogą oglądać w warunkach zbliżonych do naturalnych trzy gatunki jeleniowatych: jelenie szlachetne, azjatyckie jelenie sika oraz daniele. Przewodnicy, którymi są pracownicy stacji, opowiadają wiele ciekawych szczegółów z życia swoich podopiecznych i chętnie odpowiadają na wszelkie pytania zwiedzających, prostując przy tym wiele mylnych wyobrażeń laików. Największą atrakcją, zwłaszcza dla najmłodszych uczestników spacerów, są spotkania z oswojonymi osobnikami, które – wychowane przez pracowników stacji – nie boją się ludzi i chętnie do nich podchodzą. Podczas mojego pobytu na fermie przez wi...