Przejdź do głównej zawartości

Różana bazylika

Z okazji dzisiejszego święta Matki Boskiej Świętolipskiej oto nota przekornie nie metafizyczna, ale estetyczna. Bo łączność sacrum z profanum jest odwieczna  i naturalna – i tak ma być!
Początek kultu maryjnego w Świętej Lipce sięga XIV wieku, obecnie zaś jej położenie na trasie Szlaku  św. Jakuba (Kętrzyn-Święta Lipka-Reszel-Lutry-Wipsowo-Barczewo-Olsztyn; łącznie 95.20 km) dodatkowo przyciąga pielgrzymów nie tylko z Polski, ale i z zagranicy.  Wiele wydawnictw opowiada historię tego słynnego miejsca i jego metafizykę, opisuje też strukturę architektoniczną bazyliki i klasztoru oraz możliwość doznań artystycznych doświadczanych podczas organizowanych tam koncertów. Pamiętamy natomiast z dawnych-niedawnych czasów oraz fotografii umieszczanych w owych licznych publikacjach, iż ściany bazyliki – jej mury, dwie wieże, sama budowla z obwodzącym ją krużgankiem – były słonecznie żółte, z daleka widoczne, budzące skojarzenia z barokową wystawnością i królewskim złotem (również dzięki białym detalom, złoconym ozdobom i rzeźbom)… Jak można odnaleźć w różnych źródłach, w latach 80-tych XX wieku kolor ten wybrano, aby uczcić polskiego papieża Jana Pawła II – i tak się w powszechnej pamięci utrwaliło.
W Świętej Lipce udało mi się zagościć z zeszłym roku i widok szacownego kompleksu zaparł mi dech… Bazylika obecnie jest różowo-koralowa!!! A mur wokół niej pomarańczowy… Totalna rewolucja estetyczna. 
Fot. Anna Rau (30.082015 r.)

Wielka zmiana jest już nienowa, miała bowiem miejsce w 2011 r., kiedy zakończono kilkuletnie prace konserwatorskie. Zaprezentowano wówczas również odnowiony, bogato zdobiony, 20-metrowy ołtarz główny, wyjątkowe na skalę europejską, XVIII-wieczne,  ruchome organy oraz zdobione malowidłami krużganki. Nowy kolor (można by go również określić jako ciemnomorelowy) określono nazwą czerwień żelazowa. Jest to barwa oryginalna frontu kościoła, zachowana w licznych śladach, i dzięki temu można było obecnie go odtworzyć. Jednym słowem – skoro tak sanktuarium wyglądało w zamyśle jego konstruktorów – zmianę trzeba pokochać i wręcz się nią szczycić.



Fot. Anna Rau (30.08.2015 r.)

Fot. Anna Rau (2014 r.)
I jeszcze ciekawostka na koniec: choć Święta Lipka powszechnie zaliczana jest do zbioru warmińskich sanktuariów maryjnych to jako miejscowość (choć zadawałoby się nieomal przynależy do pobliskiego, na wskroś warmińskiego Reszla) jednak jest położona na Mazurach! Podobno w lesie naprzeciw głównej bramy można wejść na polną drogę stary trakt pielgrzymkowy z Reszla. I właśnie tam ok. 300-400 m, na lewo można zobaczyć  słup graniczny z czasów biskupa Grabowskiego… Nie sprawdziłam tej informacji, lecz zachęcona nieodkrytą tajemnicą – kolejną – szacownego miejsca, mam nadzieję, że wkrótce przekonam się o jej prawdziwości szkiełkiem i okiem*.



*Dowiedziałam się o tym dzięki dyskusji na stronie www http://polaneis.salon24.pl/579739,swieta-lipka-slawne-sanktuarium-maryjne (dostęp: 11.08.2015 r.)






 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Faworki czy chrust?

Zapytano mnie ostatnio czy na Warmii jadano faworki czy chrust. Sądząc z zachowanych opisów etnograficznych częściej spotykaną nazwą są faworki. Samo słowo ma ciekawą etymologię. W języku angielskim favor oznacza łaskę, przychylność (co z kolei nasuwa skojarzenia z zabieganiem w okresie zapustnym na Warmii o pomyślność w przyszłorocznych plonach). W języku francuskim faveur ma dodatkowe znaczenie – odnosi się do wąskiej wstążki. Chrust do słowo polskie i odnosi się do suchych gałązek albo gęstych zarośli. Wyraźnie tłumaczy to istotę słodkich chruścików. Ponieważ jednak badań językoznawczych na ten temat na Warmii nikt nie zrobił, kwestia faworki czy chruściki pozostanie jak na razie nierozstrzygnięta. Tymczasem jedno jest pewne - słodkie, smażone wyroby w kształcie zawiniętego ciasta, podobnie jak pączki, tradycyjnie robiono w czasie ostatków i kojarzą się nam dzisiaj z Tłustym Czwartkiem. W mojej rodzinie (trzecie pokolenie na Warmii) nazywaliśmy je po prostu chruścikami, choć r...

Kurpiowsko-mazurskie fafernuchy

W kilku książkach o tradycjach kulinarnych Warmii i Mazur znalazłam informacje o fafernuchach – niemożliwie twardych ciastkach w charakterystycznym kształcie kopytek, będących świetnym dodatkiem do… wódki. Kurpiowsko-mazurskie łakocie Jednym tchem wymienia się je z innymi daniami o dziwnych nazwach jak dzyndzałki, farszynki czy karmuszka. Nie świadczy to jednak o tym, że owe fafernuchy wyszły z kuchni dawnych Warmiaków albo Mazurów. Jak się przekonałam, nadal współczesnym mieszkańcom naszego województwa pozostają dość obce. Słusznie natomiast łączy się je z Kurpiami i ich dziedzictwem kulinarnym. Ciekawie na ich temat pisze autor bloga Weganon. Warto jednak tylko zastanowić się czy faktycznie ciacha przywędrowały z Mazur na Mazowsze, czy może odwrotnie. Biorąc pod uwagę skąd pochodzą sami Mazurzy, kierunek przenikania się kultur może być zaskakujący i nieoczywisty.  Pieprzowe ciasteczka Sama nazwa tych „pogryzajek” pochodząca z niemieckiego „pfefferkuchen” może też...

Sekretne życie zwierząt, czyli z wizytą w Kosewie Górnym

  Jeśli lubicie wypoczywać na łonie natury, mam dla was propozycję na weekend: rodzinną wycieczkę do Kosewa Górnego na fermę jeleniowatych, która działa w ramach Stacji Badawczej Instytutu Parazytologii Polskiej Akademii Nauk. Oprócz działalności naukowej stacja realizuje również misję edukacyjną, organizując spacery z przewodnikiem po wybiegach dla zwierząt oraz wydając publikacje. Zwiedzający mogą oglądać w warunkach zbliżonych do naturalnych trzy gatunki jeleniowatych: jelenie szlachetne, azjatyckie jelenie sika oraz daniele. Przewodnicy, którymi są pracownicy stacji, opowiadają wiele ciekawych szczegółów z życia swoich podopiecznych i chętnie odpowiadają na wszelkie pytania zwiedzających, prostując przy tym wiele mylnych wyobrażeń laików. Największą atrakcją, zwłaszcza dla najmłodszych uczestników spacerów, są spotkania z oswojonymi osobnikami, które – wychowane przez pracowników stacji – nie boją się ludzi i chętnie do nich podchodzą. Podczas mojego pobytu na fermie przez wi...