Przejdź do głównej zawartości

Posty

Księżyc ma smak kardamonu

Świat bez słodyczy nie miałby sensu. Wie o tym każdy normalny człowiek. Do szczęścia potrzebne są nam słodkie komplementy, buziaki czy książki lejące miód na duszę. Ale żeby nas od nadmiaru tej dobroci nie zemdliło, czasem dobrze jest słodycz czymś doprawić. Sprawić, żeby nabrała wyjątkowego charakteru. Dlatego, jako miłośniczka kruchych wypieków, nie mogłam przejść obojętnie obok przepisu Marioli Platte, znanej poetki i „agrogospodyni” z Gierzwałdu, która zdradziła recepturę na ciastka kardamonowe. Przepis znalazłam w niepozornym przewodniku po okolicach Nowego Miasta Lubawskiego "Idzie Nowe". Autorka zdradza tam też jak wykonać jej sztandarowy sos błogotrawienny. Orientalny kardamon na Mazurach, w regionalnych przepisach? - spytacie. Też się zdziwiłam, ale nawet Okrasa, w jednym z odcinków poświęconych kuchni z Mazur, opowiadał, jak zamożni sprowadzali do nas przyprawy (głównie do mięs). A w Plattówce Pani Marioli, choć to nie pałace, kardamon jest od dawna i smakuj...

Niepoczytalny bibliotekarz

Pośród książek kryją się demony. I mordercy. W Olsztynku, w ramach Dni Olsztynka 2014, podczas gry miejskiej ofiarą padła pani z biblioteki. Niestety nie wiem, czy udało się ustalić mordercę. Tymczasem w innej bibliotece gminy podmiejskiej , działy się ponoć sceny dantejskie o czym doniósł Wojciech Gęsicki (słowami Kazimierza Siwka) Zgroza, jaką budzi nasza grupa zawodowa służy również dyscyplinowaniu niesfornych dzieci, o czym przekonała się "nausznie" nasza koleżanka z czytelni: Podsłuchane zza staroratuszowego okna. Mama do niesfornej córki skaczącej po staromiejskiej scenie: -Ola, zejdź stąd, bo wyjdzie pani z biblioteki i zadzwoni po policję! Bombowo! Straszą nami małe dzieci!  i jak tu powiedzieć, że bibliotekarstwo to taka spokojna praca?

Coś niebieskiego, coś zrobionego i coś… ihaha!

Ostatnio wokół mnie sporo niebieskości (i nie mam na myśli jedynie tła programu bibliotecznego). Nad wodą zielono-granatowo, nad głową niebo jak niezapominajka, a niedawno dziewczyny w pracy zadały szyku średniowiecznymi wdziankami na piknik grunwaldzki. Od dzisiaj też w Galerii Stary Ratusz można zobaczyć „Wielki błękit”, czyli mocno niebieską wystawę poplenerową. Nawet na okładce najnowszego pisma kulturalno-literackiego „VariArt” dominuje ten kolor. W otoku delikatnego niebiesko-różowego światła jutrzenki pomyka konik mazurski. Skąd wiem, że to konik? Ano pewności nie ma, bo w książkach czasem stworzenie nazywa się „jelonek” (że niby to nad głową to rogi). Choć większość skłania się do teorii o koniku weselnym (że niby to nad głową to ozdoba odświętna). A skąd wiem, że mazurski? Bo wzór pochodzi z mazurskich kafli piecowych. Motyw, choć ludowy, może też żyć swoim nowoczesnym życiem. Już widzę oczami wyobraźni konika w kolorach Andy’ego Warhola, jak robi karierę w galeriach N...

Silna reprezentacja Pracowni Regionalnej i Informatorium podczas Pikniku z Krzyżakami (14.07.2014 r.)

Wszystkie zdj. z archiwum WBP w Olsztynie

14 lipca, imieniny: Ulryka

Z punktu widzenia władcy stojącego na wzniesieniu i kierującego bitwą jest ona grą – partią szachów, ewentualnie układem kart. Układem, w którym on sam również jest kartą, ważnym elementem układu. Pola Grunwaldu 15 lipca 1410 r. Król Jagiełło (Król Serc) walczy z Ulrykiem von Jungingen (Król Pik), posiłkując się równie ważnym w grze Wielkim Księciem Litewskim Witoldem (król Karo). Czwartym władcą w talii jest Heinrich von Plauen (król trefl), przyszły Wielki Mistrz Zakonu. Przed i między nimi od późnego przedpołudnia upalnego lipcowego dnia tasują się blotki: czarne – pikowe i treflowe (ok. 15 000 ciężkiej jazdy krzyżackiej w 51 chorągwiach) – oraz czerwone – karo i serca (20 000 ciężkiej jazdy polskiej w 50 chorągwiach; 10 000 lekkiej jazdy litewskiej, ruskiej, mołdawskiej i tatarskiej w 40 chorągwiach). Prym wśród nich wiodą waleci – Marcin w Wrocimowic, Zawisza Czarny, Kazimierz V z rodu Gryfitów. Gra trwała sześć godzin. Przewagę niemal przez cały czas rozgrywki miały blotki czer...

Dedykowane mieszkańcom ulicy Żeromskiego

Stefan Żeromski nie kojarzy się najlepiej. „Syzyfowe prace” – robota bez końca, „Przedwiośnie” – błoto, ziąb i przeziębienie, „Uciekła mi przepióreczka” – nie ma obiadu, i tak dalej. No, a gdy spróbować hurtem „Dzieła wszystkie Żeromskiego” – po prostu nagle braknie słów. I niby każdy wie, że Żeromski wielkim pisarzem był, a we wszystkich miastach Polski jest ulica jego imienia, to i tak ma się do niego inny stosunek niż do takiego Kochanowskiego. Szacunek i… stosowny dystans. Jest jednak pewna sprawa – nie do końca rozpropagowana – która powinna zmienić nasz stosunek do pisarza, gdyż dotyczy zwłaszcza mieszkańców naszego Regionu… Poniższa historia objawiła się podczas opracowywania w bazie dżs-ów kolejnego w zasobach WBP programu teatralnego Sceny w Elblągu (wówczas związanej z olsztyńskim Teatrem im. Stefana Jaracza). Chodziło o wspomnianą już „Przepióreczkę” Stefana Żeromskiego (reż.: Jolanta Ziemiańska; scenografia: Józef Zboromirski; premiera: 21.12.1968 r.). Ostatnią str...

Izydor z Sewilli. Biblioteka i tortury

Izydor z Sewilli (560-636 r.)  to kolejna postać z panteonu świętych Kościoła katolickiego, która ma związek z bibliotekami. Ma i to nie byle jaki.   Za życia Izydor jako arcybiskup Sewilli zgromadził imponujące zbiory zawierające najważniejsze księgi ówczesnego świata. Mówi się, że nie było wtedy w Hiszpanii drugiej takiej biblioteki. Całe życie szukał i sprowadzał kolejne książki. Zatrudniał mnichów, których zadaniem było przepisywanie dzieł. Nie była to jednak praca ani spokojna, ani zbyt przyjemna, bo znakomity pracodawca zwykł surowo karać skrybów za najdrobniejsze przewinienia. Korzystający z Izydorowej biblioteki odczuwali nie mniejsze lęki, bo już w drzwiach przybytku widniał napis informujący, że kto w ciągu pół godziny nie znajdzie sobie zajęcia adekwatnego do miejsca, czeka go kara dwóch batów. Kto zaś hałasem przeszkodziłby kopistom w ich pracy, również powinien się bać. Nie miał Izydor litości dla ludzi, ale i wobec siebie był bardzo wymagający, o czym...

Fotograficzny wtorek

Jezioro Długie Zaistniało poważne podejrzenie, iż na naszym miejskim akwenie zamieszkał kormoran. Samotny, więc biedny i nieszczęśliwy. Niektórzy jednak twierdzą, że to po prostu singiel - zachwycony wolnością i mający wszystkie ryby dla siebie. Inni z kolei - że to pustelnik. A może to nie kormoran tylko legendarny Smok z Jezioraka, który wyemigrował w przyjaźniejsze strony?   Fot. Anna Rau

Pożytki z nieczytania

Wybrałam się wczoraj do kina. Film z gatunku scence-fiction, z wartką akcją, ciekawym scenariuszem i niezłą grą aktorską. Przed seansem rozsiadłam się wygodnie w nowym fotelu (zupełnie jak w samochodzie) i nauczona ostatnimi doświadczeniami, wyczekiwałam na zwyczajowe pikanie telefonów, szelest torebek z chrupkami i psykanie puszek. A tu… niespodzianka! Towarzystwo w moim rzędzie grzecznie wyjęło na chwilę komórki, tylko po to, żeby je wyciszyć. Do rozpoczęcia filmu słychać było jedynie półszepty. Pełna kultura. Tknęło mnie. O co chodzi? Czy coś przegapiłam? A może już tak przyzwyczailiśmy się do utyskiwania na powszechny upadek kultury osobistej, że szokuje nas grzeczny sąsiad w kinie? I nagle Eureka! Na sali, na pierwszy rzut oka, znajdowali się wyłącznie dorośli. Nie było za to żadnej młodzieży w wieku gimnazjalnym, czy nawet licealnej. Dlaczego? Po prostu wybraliśmy seans z NAPISAMI.  Nie ma tego złego… anita

Do braci poszukiwaczy!

Pogoda piękna, urlopy się zaczęły, toteż ruszyli „kopacze”, czyli poszukiwacze skarbów ukrytych w ziemi. Warmia i Mazury to region bogaty w pamiątki przeszłości. Większość amatorów wrażeń związanych z odkrywaniem tajemnic wierzy, że przy pomocy „wypasionego” osprzętu i odrobinie szczęścia trafi na skarb, który ustawi ich do końca życia. No cóż. Może rozsądniej byłoby zainwestować w kupon totka. Tymczasem prawdziwi poszukiwacze, miłośnicy historii i badacze, doskonale wiedzą, że nie wszystko złoto, co się świeci, i że kluczową rolę w tym sporcie odgrywa przygotowanie. Na „wykopki” można bowiem iść albo z potężnym bicepsem, albo z pasją. A tylko pasjonaci ucieszą się z maleńkiego guzika od munduru, kawałka janczara (dzwoneczka, nie żołnierza!) lub docenią nadpalone dokumenty. Uszanują przy tym kontekst historyczny znaleziska i jego szlachetną patynę. Nie popędzą do najbliższego żelaźniaka po srebrol w sprayu. Za to poczytają to i owo o przeszłości, wskoczą na forum odkrywców i upewn...

W Internecie nie znajdziecie

W dobie Internetu i telefonów komórkowych, gdzie podstawowe informacje są dosłownie „pod ręką”, wydawałoby się, że mało kto jeszcze korzysta z tradycyjnych kalendarzy. A tymczasem u dentysty zauważyłam ogromny ścienny baner z modelką o hollywodzkim uśmiechu, w księgarni do wyboru do koloru: każdy miesiąc z innym kotkiem, pieskiem… Dlaczego nie z wężykiem? Na biurkach w pracy, co prawda szare, ale za to w ilościach hurtowych. Nie licząc tych noszonych w torebkach czy portfelach. Ale jeden typ kalendarzy zniknął mi z oczu. Od dłuższego czasu nie spotkałam nigdzie takiego „grubasa” z odrywanymi karteczkami na każdy dzień, które od spodniej strony miały zawsze jakąś cenną informację. Albo przepis na nieopadający biszkopt, albo rymowaną mądrość ludową, np. dotyczącą płodności pszczół, albo też ciekawostkę o najwęższej szczelinie w górach Sowich. Taki kalendarz był żywą częścią mieszkania. Miał w sobie to coś. Podobny klimat odkrywam za każdym razem, kiedy sięgam po „Kalendarze dl...

Wawrzyniec z Rzymu i bibliotekarze

Nie od dziś wiadomo, że bibliotekarze i nędzarze mają wiele wspólnego. Może właśnie dlatego w chrześcijańskiej tradycji troski jednych i drugich skierowano do tego samego patrona – Wawrzyńca z Rzymu?  Wawrzyniec (łac. Laurentius) urodzony na północnym wschodzie Hiszpanii w Huesca (Aragonia), zmarły tragicznie w Rzymie w   258 roku, męczennik w imię wiary chrześcijańskiej uznany za świętego Kościoła katolickiego, już za życia cieszył się sławą autorytetu. Od młodości wiódł życie zgodne z ideałami moralnymi swych czasów. Jego zaangażowanie nie uszło uwadze decydentów.   Otrzymał godność diakona Rzymu. Został zaufanym współpracownikiem papieża Sykstusa II. Do jego obowiązków należała między innymi opieka nad ubogimi oraz administracja dóbr kościelnych.  W Rzymie narastały antychrześcijańskie nastroje. Decyzją cesarza Waleriana skazano na śmierć papieża Sykstusa II wraz z jego otoczeniem. Wawrzyniec   jeszcze przed śmiercią kolejny raz wsławił się wi...

Ulica (nie)Kajki

W niejednym grodzie na Warmii i Mazurach są miejsca nazwane imieniem zacnego człowieka, jakim był Michał Kajka. Są ulice, szkoły, no i muzeum w Ogródku. Ja też mieszkam po sąsiedzku z ulicą nazwaną na cześć tego niezwykłego mazurskiego poety. Chodzę nią często. Po drodze na dworzec czy do Dekady mijam rządek willi zaprojektowanych przez słynnego architekta Feddersena, ale też nieco podniszczoną przychodnię i pierwszą siedzibę Radia Olsztyn.  Sam Kajka był bardzo skromnym cieślą, ale wrażliwym na urodę tego świata. Dlatego cieszy mnie, że uliczka, choć krótka, w ostatnich latach nieco wyładniała. Zdumiewa mnie jednak za każdym razem przedziwna budowla w kształcie kiosku, stojąca u zbiegu z ulicą Dąbrowszczaków. Dwie ze ścian pokryte są, nie powiem – starannie wykonanym – graffiti, prezentującym Kajka, czyli postać z komiksu Janusza Christy. Może to i zabawne skojarzenie językowe: Kajka i Kajko (dla niezorientowanych Kajko to słowiański wojownik, bohater popularnego komiksu „...

Taka słabość, to ja rozumiem

Wczoraj, czyli 22 maja był Światowy Dzień Praw Zwierząt. Nas, bibliotekarzy nie trzeba dwa razy namawiać, żeby pogadać sobie o czworonogach i innych stworzeniach bożych. Słabość do nich mamy niejako wpisaną w zawód. Nie robiłam co prawda badań statystycznych, ale tak się jakoś składa, że każdy zapytany bibliotekarz, albo już opiekuje się własnym pupilem/ami, albo udziela się poza domem, wspomagając schroniska i przytuliska. Tylko do naszej „działowej rodzinki” należą dwa psy, dwa koty i „świń” (czyli świnek morski). A w bibliotece w Iławie jakiś czas temu zamieszkała nawet śliczna, zdrowa kotka, odratowana przed uśpieniem. Dla hodowcy zrobiła swoje rodząc rasowe potomstwo. Potem stała się zbyt kosztowna w utrzymaniu. Całe szczęście znaleźli się cudowni ludzie, którzy nie bacząc na przepisy, stworzyli dla niej między regałami nowy dom. Swoją drogą, ciekawe co u niej. Tymczasem, wszystkim kolegom i koleżankom po fachu (i nie tylko), z okazji święta polecam wystawę w olsztyńskiej Gal...

Baje z Mazur

Rok 2014 został ogłoszony rokiem Oskara Kolberga. Ten niezwykły etnograf zafascynowany polskim folklorem całe swoje życie spędził na zbieraniu i zapisywaniu opowieści i zwyczajów poszczególnych regionów kraju. Dziś tylko podziwiać taką konsekwencję i determinację. Toteż słusznie zasłużył on na zacny jubileusz. A że badacz ma po stu latach swoich fanów można się przekonać na stronie  http://www.kolberg2014.org.pl/. Owoc pracy Kolberga - książka pt. „Lud”, licząca bagatela, ponad 80 tomów, zawiera też co nieco o Mazurach. Pod numerem 40 znajdziemy zatem „nasze” , podania i przysłowia, sporo o zwyczajach i zabobonach, a także o specyficznej gwarze. Są też informacje o tym jak przodkowie bawili się przy muzyce i tańcu. Dzisiaj też nie brakuje pasjonatów regionalnych historii. Warszawiacy dumni są ze swojej Syrenki, w Krakowie świętują z Lajkonikiem, nad morzem fascynują się istotami z głębin, a na Śląsku promują duchy starych kopalni. My za to mamy swoje opowieści znad jezior...

Rozpaczliwie poszukując „Ptysia”

Z kolekcji fotografii R. Sternika z Olsztyna Mam ten dżs przed sobą. Wydawałoby się zwyczajne, czarno-białe zdjęcie – scena rodzajowa z lat 70-tych XX wieku, niespecjalnie ekspresyjna, ale… Kto pamięta chodniki z tzw. płytek chodnikowych, krem sułtański w kawiarni, gazony z kwiatami przed instytucjami publicznymi i kefir w szklanych butelkach z kapslami z folii w srebrno-niebieską kratkę złapie w lot, o co mi chodzi. Czy ten samochód to trabant?! A ten falisty daszek nad wejściem do lokalu!... A ten słup elektryczny z tyłu!.... To zdjęcie, wraz z wieloma, wieloma innymi oraz licznymi dokumentami osobistymi podarował WBP do kolekcji fotografii nasz darczyńca, wieloletni olsztyński fotograf oraz mistrz szachowy, Pan Ryszard. To On jest na zdjęciu, a za nim jako równie ważny element kompozycji Kawiarnia „Ptyś”. Tak naprawdę jednak Kawiarnia „Ptys” NN – gdyż nie udało mi się rozszyfrować miejscowości, w której się znajdowała. Zagadka ma swój początek u własnego źródła, gdyż nawe...

Urlop na rowerze – czemu nie!

W marcowym poście National Geographic odkrywa Warmię i Mazury Barbara pisała krytycznie o jednym z przewodników turystycznych tego wydawnictwa. Ponieważ w przyrodzie musi być równowaga, dziś kilka pozytywnych słów o kolejnej publikacji spod znaku żółtej ramki, gdzie odnalazłam swój region. Pokaźnych rozmiarów (a zaskakująco lekką) książkę pt. „Polska na urlop” opracował Dariusz Jędrzejewski. Autor wybrał kilkadziesiąt najpiękniejszych uzdrowisk i parków narodowych. Z oczywistych powodów brak tu parków z Warmii i Mazur, jednak szkoda, że np. Gołdap jako miejsce uzdrowiskowe nie zostało zauważone. Wśród propozycji na urlop w mieście, znalazłam natomiast Olsztyn, który jak podano uczciwie, choć związany z Warmią, „w potocznym mniemaniu jest też stolicą Mazur”. Krótko, zwięźle i na temat przewodnik wymienia największe atrakcje, prowadzi trasami: spacerową, kulturalną i wycieczkową, z zaznaczeniem kilku tras rowerowych. W ostatnim rozdziale, wśród 15 rowerowych krain wybranych na ...

Jakich to my skarbów nie posiadamy!

Dżs-y nie są w pracy z czytelnikami wykorzystywane codziennie, pojawiają się raczej podczas tzw. Zadań Specjalnych. Jednym słowem są jak agenci albo Chuck Norris. Każdego dnia pojawiają się zazwyczaj czytelnicy, którzy pragną znaleźć coś stosunkowo typowego: o rozwoju społeczno-gospodarczym województwa, o ustroju Hiszpanii, ustawę z dnia takiego a takiego, coś o warunkach pracy opiekuna społecznego albo o Szewcach Witkacego, ewentualnie namiary biblioteczne na konkretne tytuły książek autora XYZ. I świetnie. Czasem jednak… Wczorajsze Zadanie Specjalne było naprawdę wyjątkowe, a do tego bardzo sympatyczne. Pewien młody pan – w imieniu zespołu, w którym pracuje w jakimś z olsztyńskich zakładów pracy – poszukiwał czasopism regionalnych, ewentualnie kalendarzy z 1954 r. „A najlepiej gdyby to było z 23 kwietnia – i żeby było bardzo ciekawe albo zabawne, i żeby dotyczyło wędkowania oraz Olsztyna!”. Okazało się, że jego kolega-rocznik ’54 wkrótce odchodzi na emeryturę i współprac...

Olsztyński lans

29 czerwca 2014 roku przypada święto roweru. Ponieważ jednak początek maja zapowiada się ładny, postanowiłam nie czekać tak długo i przeprosić się z moim bicyklem. Mam bowiem mocne założenie w tym roku więcej jeździć na rowerze. Bo mieszkać w Olsztynie i nie wykorzystać tego – to grzech. Mój osobisty jednoślad jest czerwony, wiekowy i ciężki do zniesienia (po schodach!). Istny diabeł. W mniemaniu moich bliskich (mili ludzie), to on jest winny, że nie nadążam za nimi. A tymczasem prawda jest taka, że należę do grona miłośników dyscypliny, którą nazwać by można spacerowaniem rowerowym w stylu powolnym. Nie kręci mnie wiatr we włosach, podskakiwanie szczęki na wybojach, ani osiągi na liczniku. Lubię zatrzymać się co kilkadziesiąt metrów, żeby popatrzeć na jeziorko, zobaczyć co rośnie w rowie, zrobić fotkę, a potem z przyjemnością zjeść kanapkę. Jak każdy zawodnik w swojej kategorii przywiązuję też wagę do gadżetów. Żaden rowerzysta (lub kolarzysta) nie wmówi mi, że nie lubi w...

Co ma mazurek do Mazur?

Wbrew pozorom niewiele. Samo słowo w jednym ze znaczeń określa wielkanocny wypiek z płaskiego, kruchego ciasta pokrytego masą kajmakową, albo marmoladą i obsypanego na grubo bakaliami. I właśnie to, że ciasto jest lukrowane, czyli wysmarowane słodką masą ma związek ze słowem mazać (dawniej smolić, brudzić). Nazwa placka należy do tej samej rodziny wyrazów co Mazury, jednak należy ją kojarzyć raczej z regionem mazowieckim. Mało kto pamięta, że pierwotnie Mazurami nazywano właśnie mieszkańców Mazowsza, a dopiero później historia to zmieniła. W mojej rodzinie lubimy mazurki. Dużo frajdy sprawia mi strojenie ich. Jednak w tym roku postanowiłam, że na święta zrobię typowo regionalne łakocie, czyli mazurskie rogaliki kartoflane. Przepis znalazłam w książce Waldemara Mierzwy „Miasteczko” i już wcześniej go przetestowałam (dwa razy!). Wychodzą pyszne. Receptura mówi o nadzieniu z marmolady. Na moje wybrałam kwaskowatą konfiturę z pigwy i słodkie „skórki” czereśniowo-wiśniowe. No i ni...

Bibliotekarz wszechwiedzący

W pracy bibliotekarza doświadczamy niemal codziennie przyjemnego zjawiska postrzegania nas jako istot wszechwiedzących (lub też wiele mogących). Równie oczywistym, co nieskromnym, jest fakt, iż nam to wcale, a wcale nie przeszkadza. No cóż, każdy lubi być docenianym w swojej pracy. Od wieków padały mądre słowa o niemal sakralnej przestrzeni bibliotek i o niedostępnych dla zwykłych śmiertelników magicznych księgach, więc bibliotekarze, jako obcujący z nimi na co dzień, muszą być siłą rzeczy wtajemniczeni w to i owo. A może i w jakieś czary? Dwa dni temu bibliotekę na olsztyńskiej starówce odwiedziła grupa młodzieży zainteresowanej tajemniczymi wizerunkami na jednej z pobliskich kamienic. Zadawali pytania o Dom Rzemiosł przy ulicy Prostej 38 i widniejące na nim herby wykonane techniką metaloplastyczną. I gdy już miały paść odpowiedzi, nagle przez okna dało się dostrzec nadciągającą, złowieszczą chmurę. Każdy, kto miał w planach dalszą wędrówkę, czmychnął, łudząc się, że umknie burzy...